#3 Cham na wakacjach

Cześć, u mnie piękna pogoda, więc idealne warunki, żeby ponarzekać. 
Jestem ze wsi - nigdy nie miałem z tym problemu, nie zauważyłem także wystającej z butów słomy. Dzięki mamo za kompleksowe wychowanie. Jestem również z o tyle wyjątkowej miejscowości, że w sezonie letnim zjeżdżają do nas turyści, wczasowicze albo miastowi spragnieni wiejskiego spokoju i błogiego odpoczynku. Zazwyczaj tłumnie i szumnie. 
Mamy spory akwen, rowerki wodne, kajaki, można popływać (wpław, łódką, żaglówką), kilka ciekawych tras dla rowerzystów, mniejsze i większe wzniesienia z przyjemnymi szlakami, mikroklimat oraz skrawek interesującej historii. Teraz się zastanawiam, czy nie powinienem pomyśleć o karierze w promocji dóbr lokalnych. Do sedna: jest fajnie. Lubię tu mieszkać i zawsze powrót z wielkiego miasta do swojego małego miasteczka to dla mnie wytchnienie. Bo czas płynie jakoś wolniej, bo hałas mniejszy, bo ludzie bardziej życzliwi. Zjeżdżają do nas jednak tacy, którym chyba to przeszkadza. 
Popołudnie, supermarket. Stoję w kolejce - sporej, bo weekend, ładna pogoda. Trzeba kupić węgiel na grilla, piwa na zapas, zimne napoje, kiełbasę w ilości "wykarmię wojsko" i wódkę na zabicie klina klinem. W końcu wakacje, trzeba odetchnąć. Pani kasjerka ma problem z kasą, bo coś nie działa tak, jak powinno. Niektórzy przechodzą do drugiego stanowiska (przy którym akurat stoję) z wymalowanym na twarzy zawodem i żalem, który mógłbym porównać do zadowolenia społeczeństwa z pracy naszego Rządu. Inni traktują ten jakże hollywoodzki zwrot akcji z absolutną beznamiętnością. Niesamowite, pewnie musieli później medytować godzinami <wink>. Jednakże na przodzie wstrzymanej kolejki stoi mężczyzna w kreacji wiosna-lato 2016 - jeansowe spodenki, biała koszulka polo, skórzane japonki, złoty zegarek. Jakoś nic nie zwiastowało mi tego bezsensownego wybuchu pełnego pretensji i soczystych kurw z jego ust. Bo mu się spieszy na plażę, bo grill, bo kumple czekają, czy pani tu pierwszy dzień pracuje, czy można szybciej, co to za obsługa, jak tak można klienta traktować i za co on płaci w tej wsi. Przyznam szczerze, że trochę na początku nie wierzyłem w tę sytuację. Zaproponowałem, że go wpuszczę za mnie do kolejki, argumentując, że pewnie ci dobrzy koledzy na niego nie poczekają, a słońce zaraz zajdzie i nici będą z grilla. Zrozumiałej dla moich uszu odpowiedzi nie uzyskałem - trudno było zrozumieć to naprędce wypowiedziane zdanie pod nosem - jedynie pan stojący za naszym bohaterem upomniał go, że może wypada zachować trochę kultury. Najwidoczniej zostałem zwyzywany, biedny ja. Należało mi się za te ironiczne odzywki, ale wyrzutów sumienia jak nie było, tak nie ma. Natomiast w sklepie zapanowała grobowa cisza, przerywana jedynie odgłosem rozsuwających się drzwi oraz kasowanych towarów. Po tych, jakże dla niektórych długich, trzech minutach kolejka ruszyła. Za sok i czipsy zostało zapłacone w ciszy. Bez dziękuję, do widzenia a tym bardziej przepraszam. Może stwierdził, że na wsi to nie znamy takich słów. 
Nie wiem skąd się bierze to wakacyjne chamstwo. Rozumiem, że człowiek przyjeżdża wypocząć, płaci za to, domaga się rzetelnej obsługi. Ale jesteśmy tylko ludźmi. I wyżywanie się na kelnerce, która zapomniała przynieść łyżki albo robienie problemów o to, że w sklepie jest kolejka to dla mnie porażka człowieczeństwa. Wychodzę z założenia, że urlop ma być daleki od niepotrzebnych stresów. Najwidoczniej zamiast zwolnić, w spokoju usadzić się na plaży, poleżeć, pospacerować to lepiej podnieść sobie ciśnienie i rzucić kilka przekleństw na prawo i lewo. Naprawdę, niekiedy lepiej ugryźć się w język niż wyjść na turystycznego buca, który przyjechał nikt-nie-wie-skąd i puszy się niczym paw. 
Działa to również w drugą stronę. Niekiedy to wakacyjni pracownicy mają w sobie tyle entuzjazmu co pełzające ameby. Rozumiem, że są wakacje, a ktoś (zazwyczaj młody) zamiast odpoczywać to musi sobie dorabiać i to nie napawa go przesadną radością. I wiem to z własnego doświadczenia. Jednak dobre wychowanie i kultura pracownika to raczej zwykłe minimum, które nie powinno być zależne od sezonowości prac. Albo jakiekolwiek pracy. Czasami jest to reakcja obronna przed niemiły klientami, innym razem zwyczajna niechęć do swojej pracy. Zazwyczaj widząc taką osobę uśmiecham się i życzę jej miłego dnia - mam nadzieję, że nie odbiera tego jako sarkastyczny atak. 
Podsumowując. Dla turystów: nie miejcie podejścia z kategorii mi się koniecznie należy, kultura nieosobista w przeciwieństwie do Was nie ma urlopu. Dla pracowników: jeśli nie lubicie pracować z ludźmi to zmieńcie pracę, bo mimo moich narzekań znajdą się tacy, którzy będą chamscy. 
Na koniec sprawa dla większości błaha, a dla mnie znacząca. Zdjęcia z wakacji. Kiedy wyjeżdżamy do nowego miejsca robimy zdjęcia wszystkiego. Las, woda, budynki, zabytki. Musimy mieć pamiątki z wyjazdu, wiadomo. Oglądamy je na drugi dzień i rzeczywiście wszystko świetnie, pamiętamy miejsca, nazwy, co tam robiliśmy. Genialnie! Przenieśmy się w czasie pięć lat do przodu. Oglądamy te same zdjęcia. Jakiś las, jakieś jezioro, jakiś budynek, jakiś zabytek. W czym rzecz? Podpisujmy zdjęcia. To bardzo pomaga - możecie wtedy rodzinie i znajomym opowiedzieć, że byliście właśnie tu i tam, a nie gdzieś, bo nie za bardzo pamiętacie gdzie. A dla tych bardziej zaangażowanych. Róbcie zdjęcia ciekawe, łapcie unikatowe kadry. Zdjęcie drzewa zrobione we Wrocławiu od tego zrobionego u mnie na wsi niczym się nie różni. To drzewo i to drzewo. Wykonujcie jak najwięcej zdjęć, na których uwiecznicie siebie oraz swoich bliskich, znajomych. Ładne widoki to jedno, ale uwiecznienie siebie, że stało się na szczycie, pływało w oceanie albo jechało na słoniu - to jest pamiątka! Fotka z baru, podczas plażowania albo spod anonimowej ściany też może być ładna. I ciekawa! 

Udanych wakacji. Najskromniejszy Dawid.

Kobyla Góra, lipiec 2016 r.

Dawid Kaźmierczak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz